Samotność rodziców Podwójnie Wyjątkowych dzieci


Wychowanie dzieci NIGDY nie jest prostym zadaniem, ale wychowywanie dzieci, które odbiegają od mocno wyżłobionego przez pokolenia standardu, może być (i bardzo często jest) dodatkowo doświadczeniem ogromnej samotności.


Dla wielu rodziców podwójnie wyjątkowych (PW) dzieci szybko staje się oczywiste, że ich pociechy nie tylko wymagają więcej niż dzieci, które do tej pory znali, ale również w wielu aspektach odbiegają od swoich rówieśników. Ta świadomość inności przychodzi trochę jak kubeł zimnej wody, bo z rodzicielskiej, rozmarzonej sielanki dość szybko odczuwa się potrzebę przebudzenia, by zacząć szukać wsparcia i pomocnych informacji.

Bo dziecko nie śpi tyle ile powinno, a jeśli to tylko leżąc wygodnie w rodzicielskich, miękkich i ciepłych ramionach.

Bo bardzo duża wrażliwość sprawia, że to co miało być przyjemne, staje się doświadczeniem porównywalnym do wkładania na stopę grubej skarpety z owczej wełny. Na dodatek w leni, tętniący żarem dzień. Niby ok, żyć się da, ale jakoś tu i tam uwiera i człowiek potwornie się poci.

Bo intensywność, w obrębie…no właśnie, w sumie to wszystkiego, dotyka rodzicielskiej mieszanki emocji, która wcześniej nie była im znana.

Bo z mocną potrzebą autonomii i mało rozwiniętą korą przedczołową średnio się negocjuje.

Rodzice szukają wsparcia, ale to co znajdują nie zawsze okazuje się pomocne. Co gorsze, często nie jest nawet wspierające. Przy braku konkretnej pomocy, wiele rad często sprowadza się do: Poczekajcie, wszystko minie.

Może i minie. Niestety życiowa wyprawa na poszukiwanie pomocy i informacji wcale się nie skończy. Bo nawet jeśli dziecko w końcu zacznie przesypiać noce, a metki na dziecięcych ubraniach rodzice nauczą się obcinać z automatu, to jednak za niezwykłymi umiejętnościami i ”nieumiejętnościami” swojej pociechy i tak ciężko będzie im nadążyć. Na dodatek, z wiekiem może dojść konieczność wsparcia dziecka nie tylko w obrębie podstawowych potrzeb, ale również sposobu uczenia się, perfekcjonizmu, prokrastynacji, lęku, większej emocjonalności… i niestety niewielkich zasobów, żeby taki wielki pakiet potrzeb płynnie regulować.

Wiadomo nie chodzi tutaj tylko o ciężar zdobywanie informacji, bo każdy świadomy rodzic na swój sposób się uczy i wciąż poszukuje. Wyzwaniem natomiast jest to, że większość informacji przeczytanych, zasłyszanych, wysłuchanych zupełnie nie pasuje do wyjątkowych potrzeb ich dzieci. Nawet najpiękniejsze rady są często jakby na inną miarę uszyte!

Wtedy właśnie rodzicielska samotność puka do drzwi i jak już wejdzie, zajmuje miejsce zaraz obok poczucia niezrozumienia i winy! Bo nawet jeśli sąsiadka z sąsiedniego domu na początku sypała radami jak z rękawa (bo na jej piątkę dzieci „działa”), to na PW dziecko wcale nie musi. Sąsiadka, mimo że skora była do pomocy, w którymś momencie sama odczuła pustkę informacyjnego źródła. To niełatwe uczucie, więc łatwiej jej się było na pięcie odwrócić i zająć swoim własnym ogródkiem. Odwróciła się nie tylko ona, ale wiele, wiele innych, bliskich i tych dalszych ludzi, bo zrozumienie i akceptacja wymaga wysiłku. Kończy się wtedy pomoc dotychczasowej wioski wsparcia, bo PW dziecko dla niej jakby „za trudne”, ”za wymagające”, "za intensywne", po prostu ”za…”.

Niestety na braku zrozumienia się nie kończy, NIE! Bo w społeczeństwie większość ma niestety takie przekonanie, że ”dobrzy rodzice mają dobre dzieci”! I tutaj nie o żadną prawdziwą dobroć chodzi. Nie o taką płynącą z empatii, zrozumienia i uważnego serca. Chodzi natomiast o taką dobroć, która ustawia dziecko w szeregu z innymi i nie pozwala mu się z tej społecznej układanki wychylać. A jednak nie będąc neurotypowym puzzlem społeczeństwa, ciężko się całym sobą wpasować (a nawet się nie powinno!). I znów odstają dzieci, a z nimi odstają rodzice. To jednak wbrew ogólnej opinii nie jest żadnym wyznacznikiem rodzicielskiej wartości. Dobrzy rodzice, po prostu, również mają neuroróżnorodne dzieci i to jest piękne (mimo, że czasami jest też trudne)!

A samotność?

Wiadomo, że na samotność najlepsi są ludzie. Tacy co potrafią zrozumieć, zaakceptować i wesprzeć. Więc znów trzeba się uda na poszukiwania, tym razem nie informacji, ale ludzi. Nie koniecznie dla dziecka, ale dla siebie. ”Samotnych” rodziców jest wiele, mimo że czasem trzeba się natrudzić żeby ich znaleźć. Kilku samotnych to już prawdziwa cała wioska. Może niewielka, ale najważniejsze, że taka, która rozumie, wesprze i akceptuje wszystkie dziecięce "za".



Jeśli podoba Ci się mój wpis, proszę udostępnij go innym.

Polub moją stronę na Facebooku


Zapraszam również do grupy Podwójnie Wyjątkowi na FB


Foto: wix.com



2,928 wyświetlenia

© 2019 by Podwójnie Wyjątkowi 

WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE, KOPIOWANIE CAŁOŚCI LUB FRAGMENTÓW BEZ ZGODY AUTORA ZABRONIONE